Maj 16, 2017 - Możliwość komentowania Zainwestuj… swoje życie została wyłączona

Zainwestuj… swoje życie

Inwestować możesz pieniądze, kosztowności i inne skarby. Jednym z nich jest Twój czas, a nawet Twoje życie. Jak lub w co inwestujesz Twoje życie?

Postanowiłem wyjść dziś na moment z roli organizatora wydarzeń "Projektu Kościół", ponieważ chcę podzielić się osobistą zachętą w temacie uczniostwa.

Moje życie nie należy do mnie.
Takie zdanie może wypowiedzieć każdy świadomy chrześcijanin - ten, kto uświadomił sobie swoje położenie jako grzesznego człowieka i Bożą doskonałość, a następnie przyjął Boży dar zbawienia. A skoro moje życie nie należy do mnie, lecz do mojego Doskonałego Właściciela i ukochanego Zbawcy, Jezusa Chrystusa, chcę odtąd z radością go naśladować.

Często słyszymy wezwanie do naśladowania charakteru Chrystusa, co jest realne i dostępne dzięki nowej naturze wszczepionej w nas przez Boga. Dlaczego więc nie mielibyśmy skupić się także na naśladowaniu jego metod?

Jakiś czas temu pewien starszy brat w Chrystusie poświęcił kilka godzin, żeby wyklarować mi słowo "powołanie". Jako młody wierzący szukałem odpowiedzi na pytanie, które zadaje sobie wielu młodych wierzących, a brzmi ono "jakie jest Boże powołanie dla mnie?". Tenże brat zaprosił mnie do znanego lokalu z literką M i zadał mi pytanie: do czego Bóg mnie powołuje? Odpowiadałem różności, a on po każdej wypowiedzi przytakiwał mi i ponawiał swoje pytanie. W końcu, nieco zirytowany, zapytałem co on chce mi powiedzieć. Otworzył więc Biblię na ostatnich zdaniach Ewangelii Mateusza i poprosił, żebym przeczytał. Przeczytałem więc, a on wskazał mi te słowa:

Idźcie więc i pozyskujcie uczniów pośród wszystkich narodów. Chrzcijcie ich w imię Ojca, Syna i Ducha Świętego i uczcie przestrzegać wszystkiego, co wam przykazałem.

Starszy brat zapytał, czy te słowa można nazwać powołaniem? Przytaknąłem. Dopytał więc, czy ten nakaz dotyczy także mnie? Bez wahania odpowiedziałem, że tak! Zapytał więc, czy go wypełniam. Był to początek wspaniałej rozmowy, która stanowiła jeden z pierwszych kroków na drodze bycia świadomym naśladowcą Chrystusa (a wiec kimś, kto stara się naśladować tak charakter, jak i metody Nauczyciela).

Odpowiedź na pytanie, czy chcę czynić uczniami była o tyle łatwa (otóż chcę!), co kłopotliwa (jak to zrobić?).

Od tamtego czasu poznałem sporą grupę naśladowców Jezusa, którzy dzięki Bożej łasce decydowali się na świadome inwestowanie swojego czasu w życie innych ludzi. Lubię to określenie. Pewnie można lepiej określić ten proces, ale do mnie - jako do człowieka, który większość dorosłego życia spędził w biznesie - bardzo przemawiają te właśnie słowa.

Słowo „świadome” wskazuje na to, że proces uczniostwa może nie być przypadkowy. Pisał o tym apostoł Paweł do Tymoteusza wskazując, by koncentrował się na "ludziach godnych zaufania, którzy będą zdolni nauczać innych" (2 Tm 2:2). Nie miał koncentrować się na wszystkich, bo to niemożliwe, lecz miał szczególne skupić się na wybranych osobach.

Słowo "inwestowanie" także do mnie przemawia, bo inwestuje się to, co jest cenne, a z dobrej inwestycji będzie dobry zwrot. Inwestycją w uczniostwie jest oczywiście czas i to nie mierzony godzinami, lecz zaproszeniem do wspólnego życia - z jego wzlotami i upadkami. To nie są wykłady Pisma (jakkolwiek uczniostwo musi zasadzać się na Piśmie), ale wspólne przeżywanie życia i dzielenie się nim. To głębokie pytania i głębokie odpowiedzi.

Takie uczniostwo poznałem. Nie były to zdystansowane wykłady, czy nawet gorące zwiastowanie Bożych prawd, lecz wspólna podróż przez sukcesy i upadki wierzących ludzi (moje i mojego prowadzącego), z przewagą podróży przez osobiste bagna, przez które nie przechodzi się zwykle wspólnie z uśmiechniętymi co niedziela członkami lokalnego Kościoła. Przez brudy i trudy bagien przechodzi się wraz z oddanymi braćmi będąc pewnym, że wiedzą, że "miłość przykrywa wszystko".

Uczniostwo, które poznałem i którego przedstawicieli spodziewam się na czerwcowej konferencji, to przemieniające życie wspólne doświadczenie Bożej drogi, na której idzie się z zaufanymi braćmi. To doświadczenie, które powoduje, że Kościół to nie tylko Boża rodzina, ale rodzina złożona z przyjaciół. To doświadczenie, którego nie może zastąpić jakakolwiek wiedza, czy seminarium. Bo droga uczniostwa prowadzi od duchowego dziecka do duchowego dorosłego.

To, co chcę podkreślić i czym chcę zachęcić, to głębokość osobistej relacji. I jakkolwiek wielu mężczyzn nie uważa się za głębokich (ja chyba też nie), to jednak wspólne przeżywanie naśladowania Jezusa powoduje głębokie przemiany w życiu naśladowców, w ich pracy zawodowej, w życiu małżeńskim, w byciu rodzicem i przyjacielem. To jak zderzenie z ciężarówką: nie da się przeoczyć jego skutków. W przeciwieństwie do zderzenia z ciężarówką "skutki uczniostwa" powinny być pozytywne 😉
...a skalą ich zaawansowania może być fragment z Listu do Galatów 5:22-23:

Owocem zaś Ducha jest: miłość, radość, pokój, cierpliwość, uprzejmość, dobroć, wierność, łagodność, powściągliwość. Przy takich cechach nie potrzeba Prawa.

Warto oczywiście przeczytać to ze zrozumieniem. Wymienione cechy to owoc Ducha, nie owoc uczniostwa. W uczniostwie jednak możemy wspólnie wspierać się w zaufaniu Chrystusowi i w posłuszeństwie. A zbliżanie się do Jezusa skutkować będzie właśnie tak.

Zastanawiałem czy owych starszych braci nazwać tu z imienia i doszedłem do wniosku, że chcę to zrobić w jednym celu - aby pokazać, że to "zwykli ludzie", którzy w posłuszeństwie wypełniają nakaz swojego Pana, Jezusa i poświęcają swój czas dla innych braci. Nie mają tytułów naukowych (choć tytuły są OK), o ile wiem nie ukończyli seminarium (choć studia teologiczne są bardzo OK) ani nie prowadzą formalnie zborów (choć prowadzenie zborów jako pastor czy starszy jest świetną Bożą pracą), a jednak de facto mają duży wpływ na Kościół prowadząc ludzi w uczniostwie.

Pierwszy z wymienionych to Krzysztof Marciniak zwany Szwejkiem, a drugi to Andrzej Górski znany jako Góral (będzie on jednym z prelegentów na konferencji). Obaj mieszkają pod Poznaniem i mają wielki wpływ na ludzi w ich otoczeniu. Modlę się o to, by doświadczenie uczniostwa, którym się podzieliłem, było zachętą dla czytających ten wpis do tego, by podążać drogą uczniostwa, dając swoje życie innym chrześcijanom.

To nie jedyne osoby, które wywarły ogromny wpływ na moje życie jako nowonarodzonego ucznia Jezusa. Co więcej, wśród prelegentów wymienić mógłbym kilku kolejnych, przez których nasz PAN pokazuje mi Jego drogę, ale tych dwóch było pierwszymi, którzy wciągnęli mnie na drogę czynienia uczniami. Dane mi było także prowadzić przez pewien czas dwójkę młodych ludzi i jestem przekonany, że tylko kwestią czasu jest to, że Bóg postawi na mojej drodze kolejne osoby, którym ja będę mógł służyć pomagając im się rozwijać i rozwijając się samemu.

Osobiście jestem przekonany, że słowa Jezusa nie są jedną z opcji, ale jedyną opcją głębokich przemian Kościoła. Jedni nazywają te słowa "Nakazem misyjnym", bo przecież wypowiedział je nasz Pan, który za nas umarł i do którego należy wszelka władza w Niebie i na ziemi. Inni nazywają je "Przywilejem misyjnym", bo wypowiedział je Ten, który swą śmiercią i zmartwychwstaniem umożliwił nam - grzesznikom - udział w Jego dziele budowy Kościoła i zmiany w ludziach. Jakkolwiek na te słowa patrzymy, są one Bożym Słowem skierowanym do nas.

Odkąd sobie to uświadomiłem, głównym pytaniem, które zadaję sam sobie oraz ludziom, w których inwestuję moje życie, jest: "czy świadomie czynisz innych uczniami Jezusa ucząc ich przestrzegać wszystkiego, czego uczysz się od Niego?"

...jeśli tak, to jesteś na drodze przygody na całe życie.
...jeśli nie, to wejdź na tę drogę - nie jest łatwa, ale pasjonująca.

Nie nakazuje tego kto inny, jak tylko sam Chrystus. ON także pomoże Tobie, posyłając odpowiednie osoby będące przykładem i zachętą. Wystarczy tylko otworzyć się na niezwykłą zmianę, którą Jezus zaplanował poprzez zwykłych ludzi.

Published by: Ksawery Sroka in Aktualności